środa, 14 października 2015

3...

Po świętach robiono mi dużo rezonansów, wbijano mi wenflony do żył. Dostawałam również sterydy po których puchłam. Nawet nie wiedziałam co mi jest a już dostawałam leki. To było dziwne...
No cóż. Byłam tam pełny miesiąc po czym wróciłam do domu na parę tygodni. Gdy znowu tam wróciłam robiono mi badania. Gdy przychodziły wyniki z rezonansów lekarze dalej nie wiedzieli co mi jest. Po jakimś czasie stwierdzono że muszę się przenieść na neurochirurgie. Zrobiono mi termin kiedy mam się przenieść i wróciłam do domu. Po miesiącu trafiłam na neurochirurgie. Miałam tam operacje, a konkretnie biobsje. Operacja trwała 7 i pół godziny. Po operacji gdy się przebudzilam położono mnie jak wór ziemniaków na szpitalne łóżko. Strasznie mnie to bolało. Operacje miałam szyi. Przez całą noc płakałam z bólu. Ale wytrzymałam ten ból. Gorzej było gdy miałam wzięty siewnik po którym dostałam zapalenia pęcherza. Nie potrafiłam ani wstać ani siedzieć. Pierwsze 4 noce były straszne. Codziennie równo o 2. w nocy wymiotowalam i nie umiałam spać. Piątego dnia po operacji miałam jechać na prześwietlenie. Pielęgniarka nie wiedząc o tym że nie mogłam jeszcze wstawać, kobieta dźwignęła mnie i posadziła na wózku inwalidzkim. Gdy lekarz dowiedział się o tym był zaskoczony. Zlecono mi rehabilitację. W tym samym dniu tak było. Miałam rehabilitację. Na początku dźwigano mi łóżko z dnia na dzień coraz wyżej. Za każdym razem puszczając z bólu. Czułam jak mięśnie się naciągały. Nawet twardziel by tego nie wytrzymał. Pewnego dnia uczono mnie jak powinnam wstawać z łóżka. Na początku było ok, ale godzinę później gdy próbowałam wstać z łóżka przeszedł po mnie prąd. Taki dziwny impuls z szyi. Parę godzin później dostałam ataku. Po całym ciele krążył prąd kupując mnie. W pewnym momencie sparaliżowało mi ręce i szyję. Nie dosiegalam do guzika żeby wezwać pomoc. Bolało coraz bardziej z minuty na minutę. W pewnym momencie nie wytrzymałam i krzyczalam z bólu. Najgorsze było to że byłam sama w sali.

czwartek, 8 października 2015

2...

Dwa tygodnie pozniej na WFie odbijajac pilke moja reka bolala masakrycznie. Razem z Karolina poszlysmy do higienistki.Tam dostalam skierowanie do lekarza. Dwa dni pozniej ruszylam do lekarza gdzie dowiedzialam sie, ze podobno symuluje bol reki. Kazano mi smaowac reke mascia rozgrzewajaca i zawnac bandazem. Wiec tak robilam. I tak minely 2 tygodnie. Po tym czasie znow poszlam do lekarza. Gdy pokazalam reke lekarka przestraszyla sie. Moja reka byla blado sina, lodowata, gumowa i ledwo co ruszalam palcami. Jednym slowem wygladala jakby byla martwa. Kobieta wyprosila mnie z gabinetu i zadzwonila do jakiegos specjalisty. Po chwili weszlam do gabinetu i otrzymalam skierowanie do szpitala. I tak zaczyna sie moja historia...
15 grudnia pojechalam do szpitala do Bytomia. Gdy tam juz bylam robili mi jakies badania. Nie chcieli mnie przyjac. Ale jednak przyjeto mnie. Powiedziano mi, ze reka nadaje sie jedynie do amputacji. Nie zgodzilam sie na to. OJ CO TO TO NIE! W kazda noc plakalam z bolu. Smarowano mi reke macia. Nic nie pomagalo. W dzien nie myslalam o bolu, caly czas spedzalam z Mariuszem ktorego moja mama nazwala PREZESEM oraz Michalem. Razem gralismy w gry, glupiego jasia i ogladalismy tv. Ktoregos dnia przyszlo 6. mikolajow od ktorych otrzymalismy misie pluszowe oraz slodycze. Dlugo tam nie bylam. 22 grudnia przeniesiono mnie na LIGOTE KATOWICE na neurologie. Wigilie i sylwester spedzilam w szpitalu. W tym czasie mialm punkcje, pozniej mnostwo rezonansow. Dalej nie bylo wiadomo co mi jest.