Po świętach robiono mi dużo rezonansów, wbijano mi wenflony do żył. Dostawałam również sterydy po których puchłam. Nawet nie wiedziałam co mi jest a już dostawałam leki. To było dziwne...
No cóż. Byłam tam pełny miesiąc po czym wróciłam do domu na parę tygodni. Gdy znowu tam wróciłam robiono mi badania. Gdy przychodziły wyniki z rezonansów lekarze dalej nie wiedzieli co mi jest. Po jakimś czasie stwierdzono że muszę się przenieść na neurochirurgie. Zrobiono mi termin kiedy mam się przenieść i wróciłam do domu. Po miesiącu trafiłam na neurochirurgie. Miałam tam operacje, a konkretnie biobsje. Operacja trwała 7 i pół godziny. Po operacji gdy się przebudzilam położono mnie jak wór ziemniaków na szpitalne łóżko. Strasznie mnie to bolało. Operacje miałam szyi. Przez całą noc płakałam z bólu. Ale wytrzymałam ten ból. Gorzej było gdy miałam wzięty siewnik po którym dostałam zapalenia pęcherza. Nie potrafiłam ani wstać ani siedzieć. Pierwsze 4 noce były straszne. Codziennie równo o 2. w nocy wymiotowalam i nie umiałam spać. Piątego dnia po operacji miałam jechać na prześwietlenie. Pielęgniarka nie wiedząc o tym że nie mogłam jeszcze wstawać, kobieta dźwignęła mnie i posadziła na wózku inwalidzkim. Gdy lekarz dowiedział się o tym był zaskoczony. Zlecono mi rehabilitację. W tym samym dniu tak było. Miałam rehabilitację. Na początku dźwigano mi łóżko z dnia na dzień coraz wyżej. Za każdym razem puszczając z bólu. Czułam jak mięśnie się naciągały. Nawet twardziel by tego nie wytrzymał. Pewnego dnia uczono mnie jak powinnam wstawać z łóżka. Na początku było ok, ale godzinę później gdy próbowałam wstać z łóżka przeszedł po mnie prąd. Taki dziwny impuls z szyi. Parę godzin później dostałam ataku. Po całym ciele krążył prąd kupując mnie. W pewnym momencie sparaliżowało mi ręce i szyję. Nie dosiegalam do guzika żeby wezwać pomoc. Bolało coraz bardziej z minuty na minutę. W pewnym momencie nie wytrzymałam i krzyczalam z bólu. Najgorsze było to że byłam sama w sali.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz